Z dala od Zgiełku








 

Teksty


Ballada o trzydziestolatkach

słowa: Anna Kopystyńska, muzyka: Piotr Adamiecki

    Mieli po trzydzieści lat,

    chcieli razem zwiedzić świat.
    Wypłynęli, nie wrócili po dziś dzień,
    nie pozostał po nich nawet cień.

Gdy spotkali się przed laty w maleńkiej przystani,

nikt nie sądził, że na zawsze złączy się ich los.

Oni jednak byli pewni, długo nie czekali,

cicho wyruszyli w noc.

Przemierzali morskie szlaki, odległe krainy,
gnani wiatrem coraz dalej, razem noc i dzień.
Nigdzie długo nie zostali, choć ludzie prosili,
w drodze lepiej czuli się.

Może kiedyś świat opłyną, znudzą się falami,
będą mieli dosyć wody, wiatru oraz wacht
i pod koniec życia wrócą do małej przystani,
stary żeglarz oraz jacht.

Białe Gacie

słowa: Anna Kopystyńska 16.01.2011, muzyka: Artur Kuran

Mój dziadek dawno temu
przechadzał się po porcie
spędzając wolne chwile
w nadmorskim kurorcie.
Zobaczył go wilk morski
gdy tęsknie w morze patrzył
i takim oto słowem
nagle go uraczył.

   Chcesz być marynarzem?

   Toż to proste bracie!

   Musisz mieć koszulkę w paski

   oraz białe gacie.

Dziadek nie myśląc długo
nabył co trzeba było
i następnego ranka
pożegnał się z rodziną.
Pobiegł szybko do portu
gdzie wiele statków stało
wszędzie o wolną koję
pytając nieśmiało

Po trzech dobach na kei
wrócił w rodzinne strony
swoim niepowodzeniem
ogromnie zniechęcony.
Po czym wyrzekł w zadumie
tak siedząc przy herbacie
cóż, tutaj chyba jednak
nie chodzi o gacie..

Chief i jego maszyna

słowa i muzyka: Piotr Adamiecki

W opuszczonym basenie za tobą stoi tam,

Pogłębiarka co ma chyba ze sto lat.

Lepsze czasy ma za sobą, choć ją nadgryzł zębem czas,

Wciąż bagruje szlak do portu i to jak.

Gdzieś na dole w maszynowni wyziębiony silnik śpi,
Niezła to maszyna choć ma kilka wad.
Opłynęła kawał świata, teraz na mnie czeka tu
Bym do pracy ją obudził świtem znów.

   Dwa zawory, popychacze, a pośrodku tłoczek skacze,

   Korbowody i dwa tłoki popychają wał na boki.

   Aby śruba się kręciła to potrzebna wielka siła,

   Tu prądnica, tam chłodnica, ot i cała tajemnica.

Chief mechanik zwykły jestem, ale jedno dobrze wiem,
Kiedy tłoki dziki taniec zaczną znów,
Trzeba ciągle ich pilnować, oliwy nie żałować
By z rozpędu, który z nich nie zrobił ŁUP!

Dziesięć godzin ciągłej pracy nie jednego zwali z nóg,
Ale ta maszyna nieźle sprawdza się.
Aby tylko olej miała i się zbytnio nie przegrzała,
To bagrować będzie nawet cały dzień.

Wraz ze zmrokiem kończę pracę i do portu wracam znów,
Tak się kończy nasz kolejny znojny dzień.
Chociaż w smrodzie, brudzie, pyle ja haruję cały czas,
Na robotę nie zamienię z nikim się.

Dwudziesta mila

(słowa: Anna Kopystyńska 02.03.2011, muzyka: Piotr Adamiecki)

   Dwadzieścia mil - niby nic
   dwadzieścia mil - jeden skok
   tyle byliśmy od brzegu
   kiedy poszliśmy na dno.

Noc za nocą, dzień za dniem
mile życia biegły gładko
aż do chwili, gdy dwudziesta
okazała się ostatnią.

Zwykłe życie, małe szczęścia,
wiele planów się robiło
lecz przepadły bezpowrotnie
razem z tą dwudziestą milą.

Nam za późno, lecz Ty szalej,
śmiej się, kochaj, życiem baw,
zanim woda Cię otuli
a marzenia pójdą w piach.

Jeszcze siedem B

(słowa i muzyka: Piotr Adamiecki)

     Jeszcze siedem dni i nocy,             
     Jeszcze siedem długich wacht, 
     Jeszcze siedem zanim twoje oczy            
     Zastąpią mój świat.

Portowa dziewczyna   
Tak urzekła mnie   
Że nie mogłem się powstrzymać 
By powiedzieć jej:   
Tańcz ze mną do rana,
Do utraty tchu.
Niech ta noc będzie tylko dla nas,
Jutro ruszam znów.

Rano znów wypłynę
Gdzieś za siedem mórz.
Lecz nie lękam się kochana
Sztormów ani burz.
Wiem, że gdzieś daleko
Mam swój własny świat.
Gdzie nie hula wściekły wicher
Pośród lin i want.

Last Christmas – wersja ZdoZ

(słowa: Anna Kopystyńska)

      Znów w wannie będzie pławił się karp,
      W wigilijny dzień skrócę gościa o łeb.
      Barszczu łyk i kolędy po świt,
      Wieczorem poleje się Specjal.

Już Mikołaj wygląda z sań
Szuka domów, gdzie jest dwanaście dań
Sianko świeże pod obrusem leży
A na stole plus jeden talerzy.

(Wesołych Świąt)

A ja nie jestem święty,
Chcę się już najeść, otworzyć prezenty.
Choinkę mą rozpalić że hej
Poczekać do północy, żeby pogadać z psem.

      Znów w wannie będzie pławił się karp,
      W wigilijny dzień skrócę gościa o łeb.
      Barszczu łyk i kolędy po świt,
      Wieczorem poleje się Specjal.

Moje  żeglowanie

(słowa: Anna Engelgardt, muzyka: Anna Engelgardt, Paweł Kowalczyk)

Teraz wiem co znaczy moje żeglowanie,
pomiędzy strachem a zamyśleniem,
Pomiędzy burzą i sztormem
a spokojną taflą nieba.
Czekam na brzegu milknie wiatr,
lecz wiem, że kiedyś walczyć będę nie raz.

      Bo to jest moje żeglowanie,
      Czekam na dni, o których nie mam siły śnić,
      Bo to jest wielka przestrzeń i małych żagli biel,
      i cel na trudny rejs.

Gdzieś na dnie jest wielki lęk,
łódka ma do przodu mknie,
Chcę czuć radość, śmiech i łzy,
mocny wiatr w żaglach mych.
Jedno z marzeń przeżyć dziś,
Mieć siłę, by móc zmierzyć się z nim.

Wiem, że życie to nie tylko kolor nieba.
Wiem, że życie to nie tylko strach.
I gdy zgaśnie mały promyk
nie będę bardziej się bać.
Na szerokie wody znów wypłynę,
uwierzę tylko w gwiazdy i noc.

Mój koniec świata

(słowa: Anna Kopystyńska 21.07.2010, muzyka: Artur Kuran)

      Na moim końcu świata
      nie ma obłudy, nie ma zła,
      jest granatowa przestrzeń wody
      a wiatr mą łódź do przodu gna.

Stanęłam raz nad brzegiem morza
pozwoliłam, by patrzyło jak płaczę.
Nie pocieszało, milcząco przy mnie było,
prawdziwy przyjaciel.

Zanurzyłam stopy w ciepłym piasku,
spojrzałam w niezmierzoną, siną dal.
Czasem chciałabym porzucić wszystko
i odpłynąć jako jedna z fal.

Chciałam odejść, chciałam zniknąć
a jednak zostałam tu.
Mój koniec świata mogę znaleźć wszędzie,
wystarczy głęboko nabrać tchu.

Nieczęsto się zdarza

(słowa: Anna Kopystyńska, Radomir Rakowski
muzyka: Piotr Adamiecki, Dariusz Zbroszczyk)

Nieczęsto się zdarza, by broda marynarza

Nie pachniała morską solą.

Nieczęsto się zdarza, by okręt marynarza

Płynął zgodnie z jego wolą.

      Nieczęsto się zdarza, by portki marynarza
      Nie nasiąkły oceanem.
      Nieczęsto się zdarza, by osoba marynarza
      Wyszła z knajpy wcześniej niż nad ranem.

Nieczęsto się zdarza, by nos marynarza
Nie znał zapachu śledzia.
Nieczęsto się zdarza, by mięśnie marynarza
Nie były takie jak u niedźwiedzia.
      Nieczęsto się zdarza, by żona marynarza
      Pochwaliła swego chłopa.
      Nieczęsto się zdarza, by szyper marynarza
      Miał go za coś więcej niż jełopa.

Nieczęsto się zdarza, by dom marynarza
Gościł swego właściciela.
Nieczęsto się zdarza, by ręka marynarza
Wyjęła kapuchę z portfela.
      Nieczęsto się zdarza, by rozum marynarza
      Miał kontakt z otoczeniem.
      Nieczęsto się zdarza, by zadek marynarza
      Nadążał za jego cieniem.

Nieczęsto się zdarza, by piosenka marynarza
nie miała sprośnej treści.
Nieczęsto się zdarza, by kochanka marynarza
miała o nim jakieś wieści.
      Nieczęsto się zdarza, by worek marynarza
      nie zawierał flaszki rumu.
      Nieczęsto się zdarza, by syn marynarza
      mógł usnąć nie słysząc morza szumu.

Ona

(słowa: Anna Kopystyńska, muzyka; Artur Kuran)

   Pytali ją - po co Ci to?   
   Mówili jej - marnujesz czas.  
   Prosili ją - ustatkuj się   
   Lecz ona ciągle szła pod wiatr...

Nie mogła usiedzieć w miejscu,  
Nie kusił jej wygodny kąt,   
Nie chciała żyć w białej sukience  
Chciała być gdzieś daleko stąd.  

Sztorm drażnił zmysły i burzył krew,
szukała spokoju bez skutku,  
silniejszy jednak był morza zew   
i cichy śpiew takielunku.   

Wciąż próbowała żyć jak inni,
Nie kusić losu, wtopić się w tło,
lecz czuła, że to kwestia czasu
gdy tęsknota dopadnie ją.

Więc wypłynęła bladym świtem
gdy wszyscy wokół jeszcze spali,
być może znowu ją ujrzycie,
może uśmiechnie się z oddali.

Przejrzyście

(słowa: Anna Kopystyńska 14.01.2015, muzyka: Paweł Kowalczyk, Artur Kuran)

   Wodo płyń,

   Wietrze wiej,

   Nie zatrzymuj się.

   A ja z wami,

   Bezdrożami,

   Ucieknę przed złem.

Bo ja przez życie

chcę iść przejrzyście

jak woda w górskim strumieniu

I tak jak ona

mijać przeszkody

i wartko dążyć do celu.

Bo ja przez życie
Chcę iść przejrzyście
Jak wiatru powiew na hali.
Zawsze beztrosko,
Zawsze bez żalu,
Nie myśląc co będzie dalej.

Bo ja przez życie
Chcę iść przejrzyście
Jak tafla lodu na wodzie.
Łapać okazje,
Dawać się ponieść,
Nawet przy gorszej pogodzie.

Bo ja przez życie
Chcę iść przejrzyście
I nic mi w tym nie przeszkodzi.
Nawet, gdy czasem
Wiatr w oczy wieje,
bo przecież mi nie zaszkodzi.

Taki rejs

(Słowa: Anna Kopystyńska 16.03.2010, muzyka: Paweł Kowalczyk, Piotr Adamiecki)

Już cztery tygodnie błądzimy po morzu

Bo pierwszy zapomniał zabrać map

Zapasy powoli nam się kończą

A niech to wszystko trafi szlag!

      Nie jojcz stary, żuj suchary  
      Póki jeszcze jest co jeść.
      Jutro będziesz gryzł gretingi
      A na koniec połkniesz ster.

Makaron już wyszedł, ziemniaki zakwitły,
Kaszy i ryżu od dawna nie ma
Resztki wędliny pływają w zęzie
No gdzie ta przeklęta ziemia?

Gdy w końcu wrócimy szczęśliwie na ląd
Relacja z rejsu będzie dość krótka
Żarcia nie było, wiatru nie było
Ale na szczęście była wódka!

W objęciach kołdry

(słowa: Anna Kopystyńska 14.11.2014, muzyka: Paweł Kowalczyk)

Wydostać się z objęć kołdry nie jest łatwo
gdy budzik harce rozpoczyna
nie dbając o to, że śpisz
twierdząc, że jego godzina.

Wydostać się z objęć kołdry nie jest łatwo
gdy mgłą jeszcze zaciągnięte oczy
widzą ciągle obrazy
malowane ręką nocy.

Wydostać się z objęć kołdry nie jest łatwo
kiedy na dodatek poducha
staje przeciwko Tobie
mrucząc Ci sennie do ucha.

Wydostać się z objęć kołdry nie jest łatwo
gdy żaden mięsień zaspany
nie myśli nawet by drgnąć
niwecząc Twe wielkie plany

Wydostać się z objęć kołdry nie jest łatwo,
Więc odwróć się na bok, do ściany,
Okryj się szczelnie i śpij,
Wstaniesz, gdy będziesz wyspany.

Z dala od zgiełku

(słowa: Anna Kopystyńska, muzyka: Artur Kuran)

Każdy dzień jest taki sam,

środa zlewa się z sobotą,

choćbyś nawet bardzo chciał

nie ogarniesz się z robotą.

Masz już dość, weź się w garść,

zamiast tkwić w tym piekiełku,

rzuć to wszystko w kąt i idź

gdzieś z dala od zgiełku.

     Gdzieś nad szczytami myśli,

      za morzem codzienności,

       odpowiedz na wezwanie

        i pozwól się ugościć.

       Odetchnij głęboko wolnością,
       zasmakuj kawałka słońca,
      rozsiądź się jakby ta chwila
     miała trwać bez końca.  

Tam, z dala od zgiełku
odzyskasz blask spojrzenia,
tam, pośród szumu fal
spełniają się marzenia.
Po co więc tracić czas
i żyć jak cień człowieka,
powiedz codzienności “nie”,
chodź ze mną, już nie zwlekaj.

Zakopiański marynarz

(słowa: Radomir Rakowski, muzyka: Ken Hensley)

Spotkałam cię nad ranem, na targu w Zakopanem 
Ty wnet się zakochałeś ku utrapieniu mym.  
Przybyłeś znad Bałtyku, gdzie dziewcząt jest bez liku.
Lecz dość miałeś kubryków i wybrałeś spokój Tatr. 

      Aaaaaaaa czego szukasz tu    
     Aaaaaaa pośród wielkich gór    

Ciekawa twojej twarzy i sprośnych tatuaży
Nie myśląc, co się zdarzy, zakradłam w nocy się.
Szaleliśmy do rana, odeszłam niewyspana
Ale nie przewidziałam, że Ty zakochasz się.

Dla mnie zwykła przygoda, korzystam, pókim młoda.
Raduje mnie swoboda, której tak mężatkom brak.
A ty mi tu z miłością, co w gardle staje ością.
Niestety przezornością nie popisałam się.

Owieczek paść nie umiesz, oscypek nie smakuje.
Góralskiej mowy nie rozumiesz, na co taki chłop?
Raz, gdy kapela grała, podszedłeś do górala
Z gęślami, prosząc, żeby zagrał …
Gdzie ta keja, przy niej ten jacht     

      Aaaaaaaa zabierzcie go mi
      aaaaaaa niech nie robi wsi

Teraz przebrałeś miarkę, więc wracaj na swoją barkę.
Podhalańskim owczarkiem przegonię wreszcie cię.
Nad morze nie chcesz wrócić, wolisz pośród gór się smucić
Na Krupówkach siedzisz i se nucisz smętne szanty swe.